Opuszczając swoją comfort zone miałem odrobinę stresu czy zdjęcia wyjdą jak to zaplanowałem a dodatkowo była presja czasowa. Spędziłem chwilę w internecie szukając inspiracji a jednocześnie patrząc jaki jest „główny nurt” aby go nie powielać, żeby zrobić coś innego, wyróżniającego się. Mam nadzieję, że mi się udało.

Z tym nurtem to jest tak, że ogląda się zdjęcia szukając inspiracji a kończy się powielaniem pomysłów i mamy sieć zalaną takimi samymi zdjęciami ;) … już kiedyś pisałem o kopiowaniu więc odsyłam i nie powtarzam się. Sesja zajęła mi w sumie ok 7 godzin. Pierwszego dnia w zasadzie wyłącznie bawiłem się ustawianiem światła z lampy błyskowej – moc, kąt, wysokość. Źródła światła były dwa czyli okno i lampa błyskowa bez dyfuzora jako lekkie dopełnienie, zaznaczenie konturów. Przydał się również polaryzator, dzięki któremu można było precyzyjnie kontrolować odblaski światła. Jak ktoś robił zdjęcia jedzenia lub czytał na ten temat to już się zorientował, że jest to dokładnie taki sam model oświetlenia … u mnie trochę wymuszony ze względu na to, że mam jedną lampę. Jak jednak widać sprawdził się bardzo dobrze. Pogoda też się udała bo był naturalny softbox więc odpadło wieszanie prześcieradła na oknie jako dyfuzora ;) Zdjęcia były robione wyłącznie długim zoomem 70-200 przy różnych przysłonach – praktycznie od 4 do 22. Tyle strony technicznej. Mam nadzieję, że oglądanie sprawi wam tyle samo radości ile mnie ich robienie :)

Odsyłam na stronę autorki tych przepięknych prac Barbara Bodziony Kaligrafia i Iluminacja. Podziwiajcie!